Blog > Komentarze do wpisu
Arabskie rewolucje

Sytuacja w Północnej Afryce jest ostatnimi czasy bardzo ciekawa.
Osobiście uważam, że nie tylko ze względu na to, że paru skorumpowanych dyktatorków zbiera zasłużony wpierdol za swe "sprawiedliwe" rządy, ale głównie dlatego, że jeśli przewrót w Egipcie się uda, to Izrael będzie miał powód by zrobić ze strachu wielką kupę w swoje białe spodnie z gwiazdą Dawida.

Mubarak to ścierwo, ale z gatunku tych przewidywalnych. Siedzi na tyłku i jest zajęty jedynie zlecaniem portretowania swojej koślawej facjaty oraz okradaniem egipskiego skarbu państwa.
Dla Izraela taki prezydent to cud, który mógłby siedzieć na tronie faraonów jeszcze i 100 lat. Bez niego cały Bliski Wschód może się posypać jak domek z kart i to o wiele szybciej, niż Pan Arabista w poranku z TVNem przewiduje.

Izrael to kraj bez przyjaciół, który ma swojego suzerena (USA) i płatnych zdrajców na zlecenie (Saudowie). Do teraz miał też jednego neutralnego sąsiada, który miał go w dupie i po dwóch wojnach zgodził się nie dostrzegać, że coś takiego jak Izrael w ogóle istnieje. Cała reszta sąsiadów Państwa Żydowskiego, to jego wrogowie. Począwszy od Jordanii, na granicy z którą leży więcej min, niż w całej byłej Jugosławii, poprzez Liban, z którym granica jest tak daleko na północ, jak daleko zapuszczają się w danej chwili izraelskie patrole, a skończywszy na Syrii, która szkoli więcej terrorystów, niż Talibowie i wysyła ich do Iraku, chociaż chętnie wysłałaby ich na wycieczkę krajoznawczą do Tel Avivu i Jerozolimy. Nie można też zapomnieć o irańskich Ajatollahach z zaawansowaną dysfunkcją mózgu i bronią nuklearną za pazuchą.
Egipt prędzej czy później dołączy do rzeszy tych islamskich państw, których głównym celem polityki zagranicznej jest wymazanie Izraela z mapy świata i mylą się ci, którzy twierdzą, że ElBaradei temu zapobiegnie. Gdy tylko zelżeje uścisk władzy, wybuchnie bomba fanatyzmu.
20% Egipcjan to niepiśmienni idioci, którzy będą stanowić podatny grunt dla Bractwa Muzułmańskiego, czy innych popaprańców wysadzających się w autobusach pełnych ludzi. Prosty Arab pójdzie i zrobi to, co każe mu immam, bo widzi w tym jedyną szansę na odmianę swojego parszywego losu, który w Egipcie jest wyjątkowo parszywy.
Skończy się złota era wypoczywania w Sharm-el-Sheikh, bo nikt nie będzie chciał jechać do kraju, w którym będzie wysokie prawdopodobieństwo przerobienia go na mielonkę. A kiedy padnie turystyka i nędza jeszcze bardziej się pogłębi, wtedy islamiści przejmą tam władzę.

To nie jest "czy?". To jest "kiedy?".
Nowa wojna na Bliskim Wschodzie jest kwestią czasu i prędzej czy później wybuchnie. Wszystko zależy od tego, czy Mubarak upadnie dziś, czy za 5 lat. W końcu jednak upadnie, a wtedy Egipt - najludniejszy kraj arabski - będzie zapalnikiem konfliktu, który rozleje się po regionie. I miejmy nadzieję, że tylko po nim, bowiem Turcja rządzona przez islamistów wspierała nie tak dawno Palestyńczyków w Gazie, a jeśli i ona przystąpi do tej wojny nie po stronie Izraela i USA, a fanatyków, to dotrzeć może ona do Europy, w której przecie muzułmańska mniejszość powoli przestaje być mniejszością... a co wtedy? III wojna światowa?

Nie chcę Was straszyć, ale po Mubaraku wszystko będzie możliwe. Nawet i to.

poniedziałek, 31 stycznia 2011, fakkir

Polecane wpisy

  • Ostatnio nie chce mi się pisać, ale...

    ... wkleję tutaj słowa odnośnie ostatnich wyborów, które spłodził ktoś inny i z którymi w stu procentach się zgadzam. Jako jedna z większych politycznych piedół

  • A propos ostatniej notki...

    A NIE MÓWIŁEM?

  • Strzelając propagandą

    Dzisiaj o godzinie 11 do biura partyjnegoPiS w Łodzi wtargnął debil wyposażony w broń palną i białą. Zamordował jedną osobę, a drugą ciężko ranił i w chwili, gd