RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Arabskie rewolucje

Sytuacja w Północnej Afryce jest ostatnimi czasy bardzo ciekawa.
Osobiście uważam, że nie tylko ze względu na to, że paru skorumpowanych dyktatorków zbiera zasłużony wpierdol za swe "sprawiedliwe" rządy, ale głównie dlatego, że jeśli przewrót w Egipcie się uda, to Izrael będzie miał powód by zrobić ze strachu wielką kupę w swoje białe spodnie z gwiazdą Dawida.

Mubarak to ścierwo, ale z gatunku tych przewidywalnych. Siedzi na tyłku i jest zajęty jedynie zlecaniem portretowania swojej koślawej facjaty oraz okradaniem egipskiego skarbu państwa.
Dla Izraela taki prezydent to cud, który mógłby siedzieć na tronie faraonów jeszcze i 100 lat. Bez niego cały Bliski Wschód może się posypać jak domek z kart i to o wiele szybciej, niż Pan Arabista w poranku z TVNem przewiduje.

Izrael to kraj bez przyjaciół, który ma swojego suzerena (USA) i płatnych zdrajców na zlecenie (Saudowie). Do teraz miał też jednego neutralnego sąsiada, który miał go w dupie i po dwóch wojnach zgodził się nie dostrzegać, że coś takiego jak Izrael w ogóle istnieje. Cała reszta sąsiadów Państwa Żydowskiego, to jego wrogowie. Począwszy od Jordanii, na granicy z którą leży więcej min, niż w całej byłej Jugosławii, poprzez Liban, z którym granica jest tak daleko na północ, jak daleko zapuszczają się w danej chwili izraelskie patrole, a skończywszy na Syrii, która szkoli więcej terrorystów, niż Talibowie i wysyła ich do Iraku, chociaż chętnie wysłałaby ich na wycieczkę krajoznawczą do Tel Avivu i Jerozolimy. Nie można też zapomnieć o irańskich Ajatollahach z zaawansowaną dysfunkcją mózgu i bronią nuklearną za pazuchą.
Egipt prędzej czy później dołączy do rzeszy tych islamskich państw, których głównym celem polityki zagranicznej jest wymazanie Izraela z mapy świata i mylą się ci, którzy twierdzą, że ElBaradei temu zapobiegnie. Gdy tylko zelżeje uścisk władzy, wybuchnie bomba fanatyzmu.
20% Egipcjan to niepiśmienni idioci, którzy będą stanowić podatny grunt dla Bractwa Muzułmańskiego, czy innych popaprańców wysadzających się w autobusach pełnych ludzi. Prosty Arab pójdzie i zrobi to, co każe mu immam, bo widzi w tym jedyną szansę na odmianę swojego parszywego losu, który w Egipcie jest wyjątkowo parszywy.
Skończy się złota era wypoczywania w Sharm-el-Sheikh, bo nikt nie będzie chciał jechać do kraju, w którym będzie wysokie prawdopodobieństwo przerobienia go na mielonkę. A kiedy padnie turystyka i nędza jeszcze bardziej się pogłębi, wtedy islamiści przejmą tam władzę.

To nie jest "czy?". To jest "kiedy?".
Nowa wojna na Bliskim Wschodzie jest kwestią czasu i prędzej czy później wybuchnie. Wszystko zależy od tego, czy Mubarak upadnie dziś, czy za 5 lat. W końcu jednak upadnie, a wtedy Egipt - najludniejszy kraj arabski - będzie zapalnikiem konfliktu, który rozleje się po regionie. I miejmy nadzieję, że tylko po nim, bowiem Turcja rządzona przez islamistów wspierała nie tak dawno Palestyńczyków w Gazie, a jeśli i ona przystąpi do tej wojny nie po stronie Izraela i USA, a fanatyków, to dotrzeć może ona do Europy, w której przecie muzułmańska mniejszość powoli przestaje być mniejszością... a co wtedy? III wojna światowa?

Nie chcę Was straszyć, ale po Mubaraku wszystko będzie możliwe. Nawet i to.

piątek, 31 grudnia 2010
Złota polska troglodycja... znaczy "tolerancja"

Wczorajszego wieczoru moja dziewczyna raczyła podzielić się ze mną historią swojego kolegi.
Kolega ów Polakiem nie jest, lecz od 10 lat w naszym kraju przebywa, po "naszemu" biegle mówi oraz robi u nas doktorat. Kolega B, bo o nim tu mowa, pochodzi z kraju, którego przeciętny Polak na mapie pokazać nie jest w stanie - z Kirgistanu. Ma lekko azjatyckie rysy twarzy oraz jest niesamowicie pogodnym i łagodnym człowiekiem, którego nie sposób nie lubić.

24 grudnia roku bezpańskiego 2010 dla B będzie dniem pamiętnym. Wieczorem wracał taksówką z wigilii ze znajomymi (jego rodzina w Polsce nie mieszka). Pan taksówkarz, który zapewne był sfrustrowany, że w wigilię wozi "jakiegoś chinola" po Poznaniu, stwierdził organoleptycznie, że B zniszczył mu tapicerkę w jego niezwykle rzadkim modelu VW Passata z roku 1998 upuszczając nań kawałek ogórka z wiezionej przez siebie surówki. Za tę zniewagę, atak i destrukcję samochodu łaskawa "złotówa" zażądał jedynie 50 zł. B stwierdził, że nie zapłaci, bo niczego nie zniszczył, a pan taryfiarz wezwał w odpowiedzi organy ścigania.
Policja po przybyciu do "awantury", bez zadawania pytań rzuciła B na maskę taryfy i skuła, po czym łaskawie wyjaśniła naszemu bohaterowi, że będzie lepiej, gdy ten nie będzie dyskutował z panem i władcą taksometru. Gdy "niebieskie siły sprawiedliwości" odjechały, ów władca, pan, "miszcz LPG" i wybitny obywatel naszego raju tolerancji powiedział do B, że cena za tapicerkę wzrosła do 100 zł, a jak teraz będzie się "awanturował", to on jako "prawdziwy Polak" zadzwoni po kolegów.
B miał dość - zapłacił.
Kilka dni przed tym zdarzeniem B był na pracowniczej wigilii w firmie budowlanej, której właścicielem jest jego przyjaciel. Usłyszał tam, że "chinole tacy jak on zabierają pracę Polakom". Może i zabierają - robią to co on nie opierdalając się cały dzień, dając z siebie wszystko, a na koniec kasując za to połowę kasy. Gdyby w tym kraju była wystarczająca ilość Chińczyków, to już byłyby tu autostrady, koleje wielkich prędkości i obwodnice. A tak?
Mamy naszych zajebiście tolerancyjnych taryfiarzy z taksometrami ustawionymi na okradanie klienteli, zapierdalających rzęchami po dziurawych drogach, których żaden "prawdziwy Polak" nie potrafi naprawić, bo mu się nie chce "za psie pieniądze" pracować.

Polecam Ziemkiewicza. "Polactwo" dokładnie wyjaśnia skąd w szczurach pokroju naszego taksówkarza modła, by kreować się na bóstwo "najlepsiejsze" z najlepszych, mimo faktu posiadania obornika w zastępstwie mózgu.

wtorek, 30 listopada 2010
Ostatnio nie chce mi się pisać, ale...

... wkleję tutaj słowa odnośnie ostatnich wyborów, które spłodził ktoś inny i z którymi w stu procentach się zgadzam.

Jako jedna z większych politycznych piedół na Wykopie, ogólnie fan politykierstwa daję sobie spokój. Cząstkowe wyniki ostatnich wyborów mówią same za siebie. Ten kraj nie ma najmniejszych szans na zmianę, jest skazany na powolny rozkład i upadek. Na stanie się śmierdzącą, zabitą dechami dziurą, w której olbrzymia rzesza niewolników o wypranych mózgach będzie robić za coraz mniejszą miskę ryżu dla swoich panów. Mam nadzieję, że już cieszycie się na kolejne "nieuniknione" podwyżki podatków. Wypijcie za sukcesy naszego wymiaru sprawiedliwości, dzięki któremu jeszcze długo gówniarze z blantem w kieszeni i dziewczynki zrywające plakaty będą mogły "odpowiadać za swoje czyny przed sądem". Niedługo będziemy mogli się też cieszyć zwiększonymi składkami na ZUS, w końcu brakuje w nim coraz więcej kasy. To że pan Tusk teraz może mówić że nie... Pan Tusk mówił wiele rzeczy. Nie ma sensu pisać ani czytać o ich przekrętach. Nie ma sensu tłumaczyć komukolwiek na sieci czy na realu czym jest komunizm i dlaczego jest zły. Gospodarka rynkowa? Śmiech na sali. Cała Polska jest za gospodarką centralnie planowaną. Chcesz cukierka idź do Gierka. Wryło się w pamięć, niektórym tak głęboko, że podświadomie nie są w stanie nie głosować na kolejnych Gierków.
Wygraliście. Macie rację, kapitaliści, libertarianie, wolnorynkowcy, i cała reszta nie popierająca PO/PiS/SLD to nielicząca się garstka oszołomów. Cieszycie się? Polska jest już wasza. Ja się do tego kraju nie przyznaję. Pewnie już na głos przed monitorem mówicie mi "spierdalaj!" - a ja - jestem cały podekscytowany przed zbliżającą się podróżą... na Zachód :)
Adios amigos!
Miałem jeszcze odrobinę nadziei, że to co pokazał rząd PO w ostatnim czasie da ludziom coś do myślenia, że być może ludzie wkurzyli się tym co się dzieje, może mają dość. Może chociaż wkurzą ich te miliardy ryjów rozsypane za nasze pieniądze na ulicach, słupach i placach. Może łgarstwa Tuska i filmy o nich przypominające. Nic z tych rzeczy. Jeśli ostatnie wybory coś sugerują, to że w ostatnich smutnych czasach poparcie dla Platformy tylko wzrosło. I "tylko" to mało powiedziane. Wzrosło sporo.
Nikt już, łącznie ze mną, nie może więcej powiedzieć, że rząd nie realizuje woli swoich wyborców. Za swoje rządzenie Polacy wystawili im wczoraj ocenę. 5+. Dlatego każdy kolejny wykop o polityce jest bez sensu, chyba, że będzie wychwalał naszych kochanych budowniczych socjalistycznej ojczyzny.
Tak na marginesie - wiem, że to nie wybory parlamentarne, zmiany w samorządach pewnie nie mogłyby dać specjalnie dużo. Tylko, że wynik kolejnych parlamentrarnych będzie taki sam. Dlatego nie mam już najmniejszej nadziei. Może być tylko gorzej, tzn oczywiście dla większości Polaków - lepiej.

Źródło: Wykop.pl

wtorek, 26 października 2010
A propos ostatniej notki...
wtorek, 19 października 2010
Strzelając propagandą

Dzisiaj o godzinie 11 do biura partyjnego PiS w Łodzi wtargnął debil wyposażony w broń palną i białą. Zamordował jedną osobę, a drugą ciężko ranił i w chwili, gdy piszę te słowa walczy ona o życie.
Pomijam już aspekt polityczny tej sprawy, która z miejsca stanie się "bulwarówką" na pierwsze strony tzw. "mediów". Wreszcie będzie coś prawdziwego, a nie reżyserowanego (jak krzyż i dopalacze), czym można będzie przykryć tematy niewygodne dla władzy: podwyżkę VATu, podwyżkę akcyzy i rozdymanianie, czy wręcz ordynarne i chamskie wydymanie budżetu. Znowu PiSiory i Platformersy będą obrzucać się gównem ku uciesze otumanionego ludu. Żal nawet o tym wspominać.
Trzeba bardziej skupić się na dwóch innych sprawach.
Po pierwsze tym jak, rzekomo niezależne, media pompują do tępych głów ludzi czystą goebbelsowską propagandową papkę. "Programów informacyjnych" z "Fucktami" na czele nie mogę oglądać, bo mam ochotę zwymiotować rzygiem prostym. Broń masowej dezinformacji, która co dzień zapycha mózg prostymi problemami i prostymi rozwiązaniami jest nadzwyczaj skuteczna. Widać to było pod krzyżem, widać to było również, gdy rząd przy aplauzie mas łamał konstytucję i prawo do wolności gospodarczej zamykając sklepy z dopalaczami. Jeden z tych prostych ludzi, który wierzył w "proste" rozwiązania zapragnął coś rozwiązać za pomocą przemocy, która jak wiadomo jest najprymitywniejszym rozwiązaniem każdego problemu.
I tak oto doszliśmy do drugiego problemu. Problemu winy.
Media, nierząd Tuska oraz PiSiory zadbają, by winą obarczono "zbyt dużą" dostępność broni, a nie ich samych wręcz nagabujących do jakiejś spaczonej wersji "świętej wojny" (nota bene "wojny" dwóch partii bezideowych, ramię w ramię dryfujących na tratwie zwanej "socjalizm").
A broń nie jest tu winna. To po prostu narzędzie.
Jak ktoś dźgnie mnie nożem, to nie będę latał do tefałenowskiej "Uwagi", by żądać delegalizacji wszystkiego, co jest zaostrzone, z maszynką do golenia na czele. Jak pijany kierowca wjedzie Toyotą Corollą w przystanek i zabije 17 osób, nikt nie zażąda delegalizacji japońskich samochodów.
W przypadku broni palnej nie jest tak lekko.
Nie jest tak z jednego powodu, który oczywiście zawdzięczamy komuchom i wszelkiej maści zidiociałym socjalistom, którzy wyprali mózgi ludzi do tego stopnia, iż ci ostatni autentycznie uwierzyli, że broń (mimo swej nazwy) to narzędzie służące do ataku! To jest paranoja, bo gdyby ci bogu ducha winni ludzie w biurze poselskim mieli broń, to dzisiejszy nius brzmiałby zupełnie inaczej, a być może wcale by go nie było, bo morderca nie odważyłby się zaryzykować własnego życia, wiedząc że przyszłe ofiary mogą odpowiedzieć ogniem.
Już słyszę oczywiste larum, że "nielegalność ogranicza posiadanie broni przez morderców".
Otóż drogie dzieci, jak widać na załączonym obrazku, jest zupełdnie odwrotnie. Przestępca zawsze znajdzie sposób by nabyć jakiś pistolet, czy strzelbę. Myślicie, że czym strzelali w Magdalence? Kapiszonami? A co ma mafia pruszkowska w swoim arsenale? Petardy?
Ograniczanie praw człowieka do posiadania broni palnej daje przyzwolenie przestępcom na większe pole manewru i poczucie bezkarnośći - kwitnie nielegalny handel bronią, mafia rośnie w siłę, a drobni przestępcy nie boją się zaatakować swoich ofiar na ulicy lub okradać domów, bo mają prawie stuprocentową pewność, iż przewaga jest po ich stronie. Broń, Moi Drodzy, wyrównuje szanse i powoduje, że każdy (nawet największy psychopata) dwa razy zastanowi się, zanim wyciągnie pistolet i zacznie strzelać do niewinnych osób.
Dam Wam trochę Johna Stossela i jego zdrowego rozsądku. Słuchajcie, wyciągajcie wnioski i nie dajcie się ogłupić!

 

 

P.S.
Przepraszam za politykowanie, ale nie potrafię siedzieć z założonymi rękoma, gdy koło mnie tyle się dzieje i gdy akurat jest temat, który już dawno chciałem poruszyć.
Pozdrawiam!

piątek, 08 października 2010
"Liberalizm moralny" i jego konsekwencje

Ten blog powstał już dawno temu. Gdy zaczynałem go pisać byłem innym człowiekiem. Skupienie na sobie oraz pełne żalu pieprzenie, zastąpiły teksty propagujące to, co sam zrozumiałem i propagowanie tej myśli: Przeznaczeniem człowieka jest żyć wolnym i poszukiwać własnego szczęścia nie krzywdząc przy tym innych.
To wcale nie jest łatwe. "Liberalizm moralny" jest co prawda łatwą ideą, ale trudną praktyką.
Każdy pragnie wolności - świadomie czy nie. Nawet komuniści w głębi duszy mają wygrawerowaną wolność. Natura nas takimi uczyniła i żadna inżynieria społeczna tego nie zmieni, bo nie jest w stanie. Ale to nie jedyny nasz grawer.
Każdy kogoś szuka, bo człowiek to istota społeczna, która w samotności wariuje. Każdy mniej więcej umie określić kogo mu trzeba. I tu zaczyna się problem, bo o ile znalezienie odpowiedniej osoby jest problemem ogromnym, to podarowanie jej na powrót wolności, której może na nowo zapragnąć, jest problemem jeszcze większym. To właśnie jest ten największy test z liberalizmu życia codziennego. Test z "liberalizmu moralnego".

Wydaje mi się, że o ile bycie ze sobą dwojga ludzi jest codziennym sprawdzianem, to rozstanie jest zawsze testem ostatecznym. Jedna osoba chce odejść, natomiast druga mimo własnej, egoistycznej fanaberii, musi jej na to pozwolić nie krzywdząc jej i nie szukając "rewanżu".
Ja raz już taki test zawaliłem, ale wtedy nie byłem libertarianinem, bo moje myśli skażone były antyindywidualistycznymi teoriami, które twierdziły, że człowiek nie jest dobrem najwyższym.
Teraz wiem, że jest inaczej, a mimo to z trudem przychodzi mi szanowanie woli drugiej strony. Wstyd mi za to bardzo i równie bardzo Was przepraszam.
Nie może o liberalizmie mówić i propagować go człowiek, który targany jest czasem silnymi myślami o tym, że czasem lepiej byłoby kogoś do czegoś przymusić.
Dlatego blog ten znowu trochę zmieni swój charakter. Będę pisać o innych tematach, niż polityka, ekonomia i społeczeństwo z perspektywy libertarianina do czasu, aż sam nie uporam się z demonami mojego myślenia i na nowo nie "odrodzę się" jako pełnoprawny libertarianin.
Postaram się, żeby nudno nie było, wulgaryzmy ograniczone zostały do minimum, natomiast merytoryka stała na najwyższym poziomie.

Enjoy :)

niedziela, 03 października 2010
Naród pojebany

Miałem mniej przeklinać, ale nie mogę.
Nie mogę, bo ten "wybrany", a w rzeczywistości pojebany, naród wspina się na kolejne wyżyny debilizmu i upośledzenia. Przykro mi, że żyję w jednym kraju z ludźmi, którzy nie rozumieją co to jest wolność i odpowiedzialność, którą ta wolność ze sobą niesie.

Do rzeczy.
Pan Donald, co to wielkim lyberałem jest, zakazuje. Zakazuje, bo jako lyberał nie potrafi nic innego, co dobitnie świadczy o jego głębokiej hipokryzji, zakłamaniu i zwyczajnej głupocie.
Chociaż może akurat o głupocie nie. Raczej perfidii. Jako polityk skrajnie sondażowo pragmatyczny, zrobi wszystko, żeby łechtać się co wieczór słupkami z OBOPu. Nie od dziś wiadomo, że PO to partia bezideowa i populuistyczna w najgorszym tych słów znaczeniu. Nie potrafi zarządzać tym krajem i dlatego dla mnie i ludzi z mojego rocznika emerytur już nie będzie, a kto wie czy ten grajdół zachowa jeszcze swoją niepodległość do tego czasu. Może to i lepiej, że nie zachowa, bo jak oglądam wiadomości i słucham wypowiedzi "społeczeństwa", to nie mam wątpliwości, że przyszło mi żyć w mitycznej krainie pokurwów.
Dopalacze według Donalda, to gniazdo szerszeni, karaluchów i wszelkiego plugastwa. Podobno mordują nasze dzieci, powodują sraczkę, dezynterię i przewlekłą chujozę. I co z tego?
Co mnie obchodzi co drugi człowiek sobie wstrzykuje, połyka, pali, wciąga, czy pije? Jeśli mój sąsiad będzie pił codziennie denaturat, to w chuju to mam, bo mi to nie szkodzi w żaden sposób. Niech się zapije na śmierć, albo skoczy z mostu jeśli ma na to ochotę - nie moja, kurwa, sprawa. Jest wolny i za swoje czyny będzie ponosić odpowiedzialność w ten, czy inny sposób.
Nie trawię społecznego przyzwolenia na "walkę z dopalaczami" w imię walki "o nasze dzieci". W piździe mam wasze dzieci!
Dobrze wiem, bo miałem (i mam) wielu znajomych pracujących w smartshopach, że ten syf sprzedawany jest tylko za okazaniem dowodu osobistego. I jest to rygorystycznie przestrzegane, choć wcale nie musi! A to, że jakiś bachor to dostanie, to norma. Zwyczajnie poprosi jakiegoś łepka z ulicy o zakupy w dopach. Wasze dzieci nie mają gówna w głowie i czasem pomyśleć umieją. To wy mierzycie je miarą własnej głupoty i stąd zaskoczenie, że dzieciak sprytnym jest.
Jak słysze pierdolenie o 13-letniej Jadzi z wczorajszych "Faktów", co to wjebała tabsa z dopów i dostała zapaści to mnie mdli... Co, kurwa, myślała że to śmiej-żelki od Nimm2? Czy wy ludzie jesteście poważni?
A co by było jakby Jadzia wyjebała butelkę spirytusu i zdechła we własnych rzygach na ulicy? Palilibyście opony przed fabryką Polmosu? A może Donek by się tam wpierdolił rozrabiać razem z PIPą, skrarbówką, policją, strażą miejską i detektywem Rutkowskim?
Albo historia jakiegoś debila, który przez trzy miesiące dzień w dzień wpierdalał jakieś gówno z dopalaczy i ma "przestrogę" dla dzieci, żeby tego nie robiły, bo jest "beeee". Przecież to jest komiczne! Tak jakby żul spod Biedronki dawał mi przestrogi, gdy piję małe Noteckie, że popadnę w uzależnienie. Szkoda, że ten zjeb się nie przekręcił od tych tabsów, bo kurwa zasłużył - jest debilem!
Ale wy kupujecie ten pic na wodę. Nie macie już mózgu, bo nie musicie. Telewizja myśli za was. Możecie sobie oglądać spektakl lyberalizmu, gdzie Tusk ze swoim fałszywie zatroskanym ryjem bredzi o tym, jak to trzeba wszystko delegalizować, zabraniać i spychać do podziemia. Przyklaskujecie zachowaniu jak z komunistycznego koszmaru, gdzie uczciwi przedsiębiorcy są nękani nieustannymi kontrolami, happeningami i zastawianiem wejścia do sklepu śmietnikiem z gównem burmistrza w środku (no Bareja kurwa się kłania!!!).
Śmiejcie się, przyklaskujcie, spuszczajcie się ze szczęścia. Nie rozumiecie, że to walka o wpływy do budżetu i słupki w sondażach, a nie o zdrowie waszych "pociech", bo wszyscy tam na górze mają je głęboko w dupie.
Dopalacze to konkurencja dla monopolu państwa na alkohol i tytoń, które zabijają dziennie więcej osób, niż jakiekolwiek dopalacze kiedykolwiek zabiją. Państwo na nich zarabia, więc są dobre i pożądane, nawet jeśli głośno mówi się co innego.
Rozwiązaniem "problemu" byłaby oczywiście legalizacja marihuany i jej opodatkowanie, ale jak przyznała pani Julia "mam-upośledzenie" Pitera: "nie będzie legalizacji, bo nie".




Oczywiście PO nie chce legalizacji, bo to by spowodowało, że słupki poparcia jebły by w dół, a razem z nimi ego premiera. Dlatego lepiej dla nas, jak powspieramy trochę mafię narkotykową. To naszym dzieciom wyjdzie na zdrowie, bo nie będą musiały kombinować pod sklepem z dopami i zaczepiać pełnoletnich przechodniów. Diler przecie dowodzików nie sprawdza, a prócz zioła ma jeszcze ciekawsze specyfiki, które wg bachorni są "bardziej cool".

Wam, którzy jesteście "zatroskanymi rodzicami" pełnymi żalu wobec świata, że "wystawia wasze pociechy na pokusy", życzę aby wasze bachory zaćpały się na śmierć polskim kompotem na peronie dworca, uprzednio dając dupy 30 lat starszemu zboczeńcowi. Chyba dopiero wtedy zrozumiecie, że delegalizacja nic nie zmienia. A właściwie zmienia...

... na gorsze.

P.S.
"Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują."  George Washington

niedziela, 26 września 2010
Takie tam pieprzenie

Miałem pisać o tym, jaką to beznadzieją jest młode pokolenie tzw. "politruków". Jacy to niewyedukowani, ciemni i ignoranccy są, a mimo to za jaką "elytę" się mają. Szczerze?
Nie chce mi się!
Za dużo razy wpisy z tego bloga poświęcałem na takich typów i ich obesrane po szyję pseudoideologie, mające poparcie nie w faktach, a jedynie w ich własnym "widzi-mi-się". Nie są, nie byli i nie będą warci nawet 1/6 wysiłku, jaki włożyłem w to, by zasiąść do klawiatury, aby coś o nich napisać (a wiedzieć Wam trzeba, że to żaden wysiłek i bardziej męczącym zajęciem jest dla mnie wstawienie wody na poranną herbatkę, tudzież zrobienie porządku na biurku). Zamiast tego cieszcie się efektem, jaki przyniosło wstawienie wypocin głąba z mojego roku na Wykop. Tam (w komentarzach na Wykopie) odwalili za mnie całą robotę z przyjemnością i za darmo! Kocham Was Wykopowicze i dziękuję serdecznie!

Do rzeczy.
Jestem w takim typowo jesiennym nastroju. Rozmyślam sobie trochę o sensie Wszechświata, życiowych celach, porażkach i osiągnięciach. Se siedzę i se myślę, i dochodzę do różnorakich konkluzji.
Pomijając już fakt, że my ludzie jesteśmy skazani na zagładę lub, że nasza egzystencja nie ma żadnego sensu wyższego niż reprodukcja, nic nowego nie udało mi się wymyślić...
... no może poza faktem, iż jestem skończonym kutasem, który większości ludzi nie lubi z wzajemnością (akurat bardzo to dobrze, bo dzięki temu nie marnuję czasu na wszelkiej maści beznadziejnych idiotów), uwielbia mieć rację i bardziej niż czegokolwiek nienawidzi przegrywać. Do tego często zdarza mi się walnąć potężną gafę o jeszcze większych reperkusjach oraz zachować w sposób chamski w stosunku do osób, na których mi zależy i które autentycznie lubię lub kocham.
To pewnie nie koniec moich wad, ale to są te, których jestem najbardziej świadomy, i które są dla mnie największym balastem w życiu (za wyjątkiem nielubienia innych - to akurat bardzo lubię i twierdzę, że ci których nie lubię w pełni na nielubienie zasługują).
Mówię o tym nie bez powodu, bo zauważyłem zależność, iż tylko wartościowi i warci cokolwiek ludzie są świadomi swoich błędów i niedoskonałości oraz wiele wysiłku wkładają w walkę z nimi. Cała reszta, która rzecz jasna jest w przeważającej większości, nie jest wiele warta oraz łatwo jest nią manipulować. Ktokolwiek bowiem nie zdaje sobie sprawy z dwóch podstawowych założeń naszej egzystencji - tego, że jesteśmy śmiertelni i mamy ogrom wad - nigdy nie będzie w stanie podejmować racjonalnych i świadomych decyzji oraz pozbawiać się złudzeń o byciu ubermenszem stworzonym do "wyższych celów".
Nie, nie chcę byście się zasmucali i wpadali w jesienne chandry, czy inne bezeceństwa. Lepiej idźcie się napić i już. Chcę, żeby każdy spojrzał w to pieprzone lustro w łazience i powiedział sobie" "Nie, nie jestem w chuj zajebisty, mam wuchtę wad, a pewnego dnia będę tylko martwą materią organiczną użyźniającą glebę. Życie nie ma sensu po za staraniem się w byciu lepszym."
Tylko to sprawi, że ta kula piasku, latająca w oceanie prawie absolutnej pustki, będzie lepszym miejscem dla przyszłych pokoleń. Gwarantuję.

P.S.
Na poprawę humoru macie tutaj najlepszy trick karciany wszech czasów:

czwartek, 05 sierpnia 2010
WiVAT krucefiks!

Podczas, gdy cały naród toczy wielki i zażarty spór o dwie deski zbite ze sobą prostopadle, nasz wspaniały, "liberalny" (nie)rząd bohatersko  walczy w imię haseł "by żyło się lepiej" oraz "zgoda buduje" i... podnosi podatki.
Oczywiście po wyborach Platformersi pokazali prawdę o sobie: naród kochają bardzo i to zwłaszcza od tyłu - w pupę.
Mówiłem, pisałem, szczekałem i dawałem znaki na niebie, iż jest to nieuniknione w sytuacji, w której prezydentem będzie muppet Tuska. Premier Donald ma teraz wszystko, czego mu trzeba, by z Polski zrobić drugą Grecję, a z naszego upośledzonego ludu - upośledzony, biedny lud.
Powiecie, że "podniesienie podatków to konieczność" lub (jeśli macie wyciek szamba do mózgu) "podwyższenie podatków jest dobrą perspektywą". Otóż Moi Drodzy pragnę Wam przypomnieć, że budżet rozdymany do granic przyzwoitości został przez Platformersów, którzy to dług publiczny wynieśli pod niebiosa, a biurokrację podczepili pod abstrakcję.
Nikt jednak w PO nie myśli o tym, żeby oszczędzać na administracji rozbudowanej, jak w "Procesie" Kafki. To przecież spowodowałoby, że np. Panie z ZUSu mogłyby w końcu pomalować swoje paznokcie i wyjść na ulicę w geście protestu. Wszyscy pamiętają pielęgniarki, lekarzy, górników, czy stoczniowców i żaden rząd nie ma zamiaru tego powtarzać, bo to nieładnie w telewizorze wygląda. Łatwiej jest zatem nie oszczędzać, a okradać. "Tymczasowo" oczywiście, bo przecie VAT na 23% podniesiony został "tymczasowo". Zapewne tak "tymczasowo", jak i "tymczasowo" został ustanowiony podatek Belki lata temu.

Prawdę mówiąc wszystko to zaczyna mi powoli wisieć. Mam dosyć tego kraju i tych pojebanych ludzi, którzy nawet nie chcą udawać, że myślą samodzielnie. Pierdolona paranoja pierdolonych pojebów, która od dwudziestu lat jedynie się pogłębia daje mi się we znaki. Niedługo da mi jeszcze większe, bo przewiduję, że mimo iście debilnych wyczynów naszych socjalistycznych świń podatkowych, Doniu lub Komorra niedługo pokażą swe kanciate ryje w TV i powiedzą "chcieliśmy dobrze, wyszło jak zawsze - dziura ciągle jest, a deficyt się pogłębia". Wtedy oczywiście z odsieczą przyjdzie unja, która zaproponuje nam swe cudowne zapomogi finansowane przez dodruk bezwartościowego ojro, które to ojro będziemy zmuszeni przyjąć jako narodową walutę.
To już będzie koniec jakiejkolwiek państwowości Ciemnogrodu. Już nie będzie istotne, czy i ile krzyży sobie jakaś banda pokurwów postawi oraz na ilu się z żalu powiesi. Kiedy za circa 20 lat poziom naszego życia osiągnie poziom Zimbabwe, a za chleb będziecie płacić dwie taczki banknotów, zrozumiecie coś, co ludzie myślący wiedzą od dawna - żyjecie w matriksie i (jak nic z tym nie zrobicie) zdechniecie w matriksie. Rzeczywistość "zjednoczonej Europy" i "zgoda buduje" jest nierealna. Socjalizm to mit, mrzonka i chora utopia, która kiedyś sprowadzi na Was głód i biedę, a ten proces zaczął się już wraz z upadkiem Grecji.

P.S.
Ponieważ jestem fanatycznym wrogiem wszystkiego co czerwone i komusze, to następna notka (z powodu mego wyjazdu dopiero we wrześniu) będzie o tym ośle, do którego bloga pare razy linkowałem w notce. Dzięki gadu-gadu zrobiłem mały "risorcz" i zamierzam ukazać Wam twarz "Młodego Demokraty", który to posłuży Wam za przykład na to, jacy to tępi kretyni pchają się dzisiaj do polityki.

Pozdrawiam!

wtorek, 13 lipca 2010
I hope you die!!!

Nienawidzę durnych tekstów ludzi bez mózgu. Zwłaszcza tych tekstów, które są powtarzaniem utartych medialnych frazesów przez "uwrażliwionych" imbecyli, traktujących je jako własne.

Zawsze kiedy umrze jakaś karykatura, odzywa się chórek "Pod wezwaniem
IQ 75", który próbuje mnie nieudolnie "uwrażliwić", że oto umarł "człowiek", że "szacunek" mu się należy. Może mam jeszcze pisać o takim Jankowskim prałacie, że "dobrym człowiekiem był i mało pił"??? Albo był świetnym księdzem, bo przynajmniej nie zgwałcił żadnego ministranta???

FUCK OFF YOU RETARDED MOTHERFUCKERS!

Jankowski był poczwarą. Jednym z najgorszych i najbardziej wyrachowanych chamów III RP. Nie wiem w ogóle, czy reprezentował ten sam gatunek, co ja. W końcu ludzie wyewoluowali od małpy, natomiast temu "panu" bliżej było raczej do pijawki, hieny, czy sępa.
Wszstko zaczęło się w latach 80-tych, w których temu szczwanemu lisowi udało się zostać "kapłanem Solidarności", a w rzeczywistości esbeckim psem. Kiedy komuna padła zapewnił sobie rzesze zwolenników na tyle nieporadnych i zagubionych w nowej rzeczywistości, że poszli za nim głosząc "wzniosłe" hasła o "żydowskich spiskach" i temu podobnych gównach. Prostacka retoryka najlepiej na prostaków działa i taka wyrachowana poczwara wie jak to wykorzystać. Tradycją były jego tzw. "groby pańskie" w wielkanoc, na których można było sobie przeczytać takie "wzniosłe" hasła, jak np. "Żydzi zabili Pana Jezusa i Proroków, i nas także prześladowali". "Pan Jezus" jak wiadomo Żydem nie był, a nas Żydzi najbardziej prześladowali rzecz jasna podczas licznych pogromów i w gettach...
Nasz "cudowny" książę Jankowski lubił się obnosić tym, co dawały mu jego "owieczki". Cenił sobie zwłaszcza wystawne stroje oraz brytyjskie i niemieckie samochody. Nie były to rzecz jasna Rovery i Volkswageny, a Jaguary i Mercedesy. W swojej próżności posunął się nawet do firmowania swą "zacną" gębą wina marki "Monsignore", z którego to dochód miał być przeznaczony na budowę bursztynowej komnaty w jego parafii. Bursztyn jest przecie drogi i w łaski Pana wkupić się pozwala...

Ale chyba najciekawszym epizodem "kariery" prałata był solidny policzek od dziennkarza "Rzeczpospolitej", który napisał całą prawdę o tym indywiduum.
Zapomnieć nie można również o sytuacji, w której Jankowski głośno powiedział, co leży w gestii jego niewątpliwych zainteresowań:

Dużo ciekawych rzeczy o tym (byłym już na szczęście) "troskliwym pasterzu" poczytać możecie sobie również tutaj. Ciekawe fragmenty:
- Prawdą jest, że ksiądz lubi się stroić – mówi Leszek Lackorzyński, przyjaciel prałata – Lubi być elegancki, pachnący, codziennie przychodził do niego fryzjer, ale czy to jest wada?
- W tej chwili mam jaguara, ale nie jestem zadowolony – mówi ks. Jankowski. – Bo jaguar to zabawka. Za mały jest. Wcześniej miałem mercedesy przez wszystkie lata.

Możecie sobie pisać, jak to Was śmierć Pana prałata poruszyła, że płakaliście, dostaliście dilerium tremens, biegunki i dezynterii.
Mi ta śmierć ulżyła znacząco. Wymiera bowiem kasta nietykalnych "książąt" żerujących na cudzej naiwności, zagubieniu i bezbronności. Może ich miejsce zajmie nowa gwardia cwaniaków bez honoru, a może nie. Czas pokaże.
Póki co został już tylko jeden:
Rydzyk

I dla niego jest ta piosenka :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11